Piesza narracja

 //  Rozdział: Piesi na języku

Jakie miejsce zajmuje pieszy w naszym języku i wyobraźni? Od tego zależy, jakie miejsce damy mu w przestrzeni miasta.

W Atlasie sytuacji pieszych rozdział ten nosi tytuł „Język o pieszych – sytuacje semantyczne”. Musiałem dotknąć tej tematyki, będąc wykształconym w kierunku wrażliwości na zjawiska kulturowo-językowe (anglistyka KUL i UMCS). Fizyczne sytuacje, w jakich znajduje się pieszy, są odbiciem sytuacji semantycznych, czyli tego, jak o pieszych mówimy. To zaś, jak mówimy o pieszych, odzwierciedla, co o nich myślimy. Kruczek polega na tym, że myślimy nie zawsze w pełni świadomie. Analiza języka – albo jak dziś mówimy: narracji – pomaga to sobie uświadomić.

Ponad 20 lat temu myślenie w kategoriach narracji było znane bodajże tylko na filologiach mających kontakt z zachodnią (amerykańską?) krytyką literacką i kulturową. Na moich anglistykach mówiło się, że inaczej wygląda świat według narracji / historii opowiadanej przez białego człowieka, a inaczej przez ludy przez niego podbite; inaczej przez mężczyzn, inaczej przez kobiety (słynne his-story) itd. Dosłownie parę lat temu określenie ‚narracja” przeszło do języka potocznego. Zaczęliśmy postrzegać świat przez pryzmat metafory narracji. Swoje narracje tworzą artyści, komercyjne działy marketingu i muzea, ale również politycy i partie, bo narracje są narzędziem kontroli zbiorowej wyobraźni, a więc hierarchii wartości, czyli codziennych wyborów. Dlatego też narracje (coraz częściej reprezentujące świadomych autorów) „walczą” ze sobą. konkurują, próbują się nawzajem wypierać z naszego pola uwagi jak zawodnicy sumo z maty. Stąd też potrzeba dążenia do tzw. politycznej poprawności wynikające z potrzeby umiaru, czyli tworzenia narracji neutralnej, dającej wszystkim równe szanse w języku.

Jak można się domyślać, podobne zmagania toczą między sobą również narracje różnych uczestników ruchu. Inaczej o swoim mieście i spędzonym w nim dniu i problemach opowie kierowca, a inaczej pieszy. Póki co, narracja samochodowa chyba dominuje (mimo coraz silniejszej narracji rowerowej). Weźmy dla przykładu typowy tytuł prasowy „Kierowcy odetchną” (bo np. skończono remont lub zbudowano nową drogę). Jest to mikro narracja w dosłownym sensie. Zróbmy prosty eksperyment internetowy i wpiszmy w przeglądarkę Google tę frazę oraz dwie inne zamieniając podmiot na „rowerzyści” i „piesi”. Ja dn. 28 grudnia 2017 roku [przyp. 1] otrzymałem następujące wyniki [przyp. 2]:

  • kierowcy odetchną – 84 000 wyników (kierowcy i kierowcy+pasażerowie); „kierowcy odetchną” – 6 670 wyników
  • pasażerowie odetchną – 17 500 wyników (pasażerowie i kierowcy+pasażerowie); „pasażerowie odetchną” – 5 170 wyników
  • rowerzyści odetchną – 29 200 wyników (rowerzyści i rowerzyści+piesi); „rowerzyści odetchną” – 682 wyniki
  • piesi odetchną – 11 100 wyników (piesi i rowerzyści+piesi); „piesi odetchną” – 159 wyników

Choć są to bardzo przybliżone dane [przyp.3], ogólna tendencja nie budzi wątpliwości: subiektywnie rzecz biorąc (z punktu widzenia domniemywanych przez dziennikarzy oczekiwań opinii publicznej?), jeśli ktoś w tym kraju najbardziej cierpi, zasługuje na współczucie i doznaje ulgi – są to kierowcy.

Nie jest tak, że ocena narracji może być tylko subiektywna, bo każdy ma swoją. Obiektywnym kryterium są koszty. Narracje po prostu mają swoją cenę. Skutki sukcesów narracji samochodowej są dość kosztowne dla społeczeństwa, dlatego warto próbować ją równoważyć innymi narracjami, a przynajmniej uświadamiać sobie, w jaki sposób „myślenie samochodem” wpływa na wyznawane przez nas wartości a więc także wybory i koszty ponoszone indywidualnie.

W debacie o transporcie zwykle rozmawia się o samej „twardej” infrastrukturze: jej projektowaniu, tworzeniu, finansowaniu, używaniu. Pozornie chodzi o czysto techniczne know-how inżyniera, urzędnika czy polityka samorządowego, ale pośrednio informuje nas to, jak traktujemy naszych bliźnich, którzy z tej infrastruktury korzystają. Wszędzie tam, gdzie w dyskusji publicznej chodzi o jakiś ważny lub złożony temat, a jest mało czasu na wypowiedzi, wtedy pojawiają się mechanizmy służące zdobywaniu w komunikacji dominacji kosztem precyzji wyrażania się i jakości rozumienia innych. Pojawia się język stereotypów i demagogii, który zwodzi innych i nas samych. Dlatego tak ważne jest w tym rozumienie siebie, tzn. czy wiemy, co mówimy i myślimy oraz czy faktycznie mówimy i myślimy to, co chcemy. O tym jest niniejszy rozdział.

 

Marcin Skrzypek

Przypisy:

  • Obrazek powyżej z Atlasu sytuacji pieszych, rys. Flora Nastaj.
  • [1] Ten post pisałem 28.12.2017. Ma on datę wrześniową, żeby pojawiał się na początku w spisie treści.
  • [2] Mam wrażenie, że poprzedniego dnia otrzymałem inne dane, więc gdyby ktoś chciał przeprowadzić te badania bardziej na poważnie, powinien przeprowadzić więcej testów, w różne dni, na wielu komputerach i wgłębiając się z „zwyczaje” algorytmów wyszukiwania Google.
  • [3] W nawiasach podałem dla jakich podmiotów są to wyniki (być może w niektórych zdaniach pojawiają się też podmioty typu „kierowcy i rowerzyści”, ale takie połączenia uznałem za liczbowo zaniedbywalne). Po średnikach podałem warianty dla dosłownych fraz (wpisywanych z cudzysłowami). Tutaj policzone zostały także wyniki „kierowcy i pasażerowie odetchną”. Dla pasażerów policzone zostały także zdania dotyczące międzymiastowych połączeń kolejowych i autobusowych.