Multimodalność, czyli właściwe proporcje

 //  Rozdział: Międzymodalność

Krótkie wprowadzenie do tematu zróżnicowania środków komunikacji składających się razem na system transportu miejskiego.

W Atlasie z braku miejsca poświęciłem temu dosłownie parę linijek i jeden rysunek:

W mieście przemieszczamy się multimodalnie, czyli za pomocą wielu różnych środków transportu. Chodzi o to, aby wszystkie one miały porównywalną łatwość poruszania się, a nawet by specjalnie usprawniać przemieszczanie się pieszo, rowerem lub autobusem, ponieważ wybór własnego auta jest najbardziej kłopotliwy dla przestrzeni miasta, gdy wybiera go zbyt wiele osób.

Powyższy rysunek nie jest do końca prawdziwy, bo nie uwzględnia jazdy samochodem osobowym. W praktyce każdy mieszkaniec przemieszcza się na wszystkie sposoby, zatem wszystko zależy od proporcji tego, w jakim stopniu mieszkańcy w swojej masie korzystają z poszczególnych środków transportu.

Od XX wieku samochód stanowi symbol niezależności i faktycznie w wielu okolicznościach tylko on zapewnia pełną swobodę osiągania celów, ale w miastach coraz częściej poczucie niezależności zapewnia właśnie międzymodalność. Pozwala ona dobierać optymalny środek transportu do każdego odcinka trasy, dzięki czemu omijamy korki, nie mamy kłopotu z parkowaniem i docieramy do celu podróży szybciej niż kiedy zdajemy się wyłącznie na własny samochód.

Te proporcje są w pewnych granicach plastyczne. Chodzi o to, aby dążyć do ich zrównoważenia w tym sensie, żeby były co najmniej optymalne w odniesieniu do dysponowanej przepustowości układu komunikacyjnego. W praktyce korki zależą najczęściej od niewielkiego w sumie, policzalnego nadmiaru samochodów w określonych godzinach. Można też założyć, że niewielką część kierowców da się przekonać do rezygnacji z auta poprzez polepszenie transportu zbiorowego czy zmianę nawyków komunikacyjnych. Można więc „przesunąć” tę grupę do innych środków transportu i w ten sposób polepszyć los reszty. Wyzwaniem dla władz jest fakt, że podczas tego przesuwania protestują wszyscy kierowcy. Powstają o tym artykuły i książki. W skrócie, miasto powinno być tak urządzane, aby statystycznie rzecz biorąc jak najwięcej sprawa udawało się załatwić pieszo, rowerem i przez kombinację tych środków transportu z komunikacją zbiorową. Samochód powinien być ostatecznością, jako najbardziej kłopotliwy.

Korzystanie z auta nie jest bowiem celem samym w sobie. Celem jest ze strony mieszkańca optymalnie szybkie i wygodne dotarcie do celu. a ze strony samorządu zbilansowanie całego multimodalnego systemu dla dobra i tych kierowców, którzy z jazdy samochodem zrezygnować nie mogą, i tych osób, którzy korzystają z innych środków transportu.

 

Źródła:

  • Cytowany tekst i obrazek: Atlas sytuacji pieszych, s. 20. Rys. Agnieszka Małek.
  • Zdjęcie powyżej: skrzyżowanie ul. Sowińskiego (na wprost) i Radziszewskiego (w poprzek). Miejsce kontrowersyjne będące „wąskim gardłem” w komunikacji samochodowej północ-poludnie, a jednocześnie ważna arteria piesza między Miasteczkiem Akademickim a UMCS-em. Fot. Krzysztof Jaraszkiewicz. Ruch jest tu powolny, ale jest. Przepustowość ograniczają skrzyżowania zamykające Sowińskiego. Jednak to piesi są traktowani jako kozioł ofiarny tej sytuacji, choć to właśnie oni umożliwiają wyjazd z Radziszewskiego. Bez nich trzeba by tu zainstalować światła, które mogłyby nawet pogorszyć sytuację poprzez wpuszczanie większej liczby aut do Sowińskiego i zasysanie ich większej liczby do Radziszewskiego. Ulicy grozi radykalne dwukrotne poszerzenie z wycięciem drzew i zwężeniem chodników.

 

Marcin Skrzypek